Jak uporządkować codzienny natłok myśli?
Od jakiegoś czasu czuję, że mam bardzo dużo do zrobienia i coraz mniej mniej ogarniam. Mam nadzieję, że to drugie Cię nie dotyczy, ale obstawiam, że też masz dużo na głowie. A „dużo na głowie” często przekłada się na „dużo w głowie”. Dużo w głowie z kolei utrudnia podjęcie decyzji, czym teraz powinieneś się zająć i skupienie na jednej konkretnej sprawie. Dlatego dzisiaj podzielę się prostą praktyką, która od ponad pół roku pozwala mi codziennie uporządkować natłok myśli kłębiących się pod moją łysiną. Może sprawdzić się też u Ciebie nawet, jeśli masz włosy.
Inspiracja
Na sam pomysł naprowadziły mnie trzy rzeczy (linki poniżej mają charakter afiliacyjny – jeśli kupisz po kliknięciu w nie, dostanę 5% wartości Twoich zakupów):
- Nieśmiertelne „Getting Things Done” Davida Allena, które ładnych kilkanaście lat temu nadało kształt mojemu zarządzaniu zadaniami. Tam padła reguła, żeby każde zadanie jak najszybciej zapisać, żeby siedziało na kartce, a nie w głowie.
- Idea daily stand-upu z metodologii agile, w której zespół codziennie spotyka się na chwilę, żeby każdy powiedział co ostatnio zrobił, jaki ma plan na dzisiaj i w czym może potrzebować pomocy.
- Książka „Sztuka twórczego pisania”, którą zacząłem słuchać w poprzednie wakacje z braku audiobooka na dłuższą trasę samochodem. Autorka zasugerowała, że każdy początkujący pisarz powinien zacząć dzień od zapisania co najmniej strony lub dwóch wszystkich myśli, które przychodzą mu do głowy.
Z tych trzech rzeczy powstała kompilacja, którą praktykuję od ponad pół roku… i ze zdziwieniem stwierdziłem, że działa. Dlatego chciałem się z Tobą nią podzielić.
Idea
Z trzech rzeczy powyżej złożyłem pomysł na taką praktykę:
Codziennie rano siadam i spisuję wszystkie myśli, które mi krążą po głowie.
Na swoje potrzeby nazwałem to „daily” i tak będę się odnosił do pomysłu w tym wpisie.
Tyle. Jeśli doczytałeś do tego miejsca i pomysł Cię zainteresował – możesz już iść i zacząć to robić. Jeśli chcesz poczytać więcej o moich założeniach i tym, jak to wdrożyłem, zostań i przeczytaj dalej. Możesz też w tym miejscu dorzucić się do utrzymania serwera bloga:
Jak zacząć?
Jak to wdrożyłem w życie? No cóż… tak samo prosto, jak brzmi ten pomysł. Pewnego dnia stwierdziłem, że od teraz codziennie rano siadam i spisuję wszystkie myśli, które mi krążą po głowie. I kropka. Dokładnie tak zacząłem realizować ten pomysł. Dzień, drugi, trzeci… Czasami pisałem więcej, czasami mniej, ale pilnowałem, żeby robić to codziennie. W końcu po jakimś miesiącu stwierdziłem, że…
fajerwerków nie ma
Zaskoczony? Przy miesięcznym podsumowaniu stwierdziłem, że nic mi to nie daje i raczej nie jest to praktyka dla mnie. I zapisałem to jako jeden z elementów mojego kolejnego daily. Zdecydowałem też, że pociągnę jeszcze miesiąc, żeby bardziej wyrobić sobie zdanie (i osiągnąć te magiczne 60 dni potrzebnych do wyrobienia nawyku). Po drugim miesiącu… w sumie sytuacja się powtórzyła.Po trzecim… nadal było tak samo. Wtedy stwierdziłem, że to już ostatni miesiąc próbowania, a potem daję sobie spokój. I mniej-więcej wtedy
coś zaskoczyło
Nie potrafię powiedzieć Ci, co dokładnie się stało. Po prostu z perspektywy około czterech miesięcy zauważyłem, że trochę łatwiej jest mi się skupić, a jak mam z tym problem, siadam do klawiatury, trochę klepię i jest lepiej.
I tak trzymam się daily do dziś.
Czego potrzebujesz na początek?
Żeby zacząć, musisz odpowiedzieć sobie na dwa pytania:
Kiedy pisać?
Musisz ustalić, kiedy zrzucasz myśli. U mnie się sprawdził poranek, ale może u Ciebie będzie to środek dnia albo wieczór? Przemyśl swój tryb dnia i wybierz jakąś porę na początek. Jak coś nie będzie Ci pasowało, to potem ją zmienisz. Albo dodasz kolejną, jeśli widzisz, że w ciągu dnia kilka razy masz za dużo w głowie.
Dla pilnowania regularności na początku może Ci się przydać budzik albo wydarzenie w kalendarzu z alertem o wyznaczonej godzinie. Ja po prostu wpisałem „daily” do swojego trackera nawyków codziennych w bullet journalu i tak śledziłem, jak często mi to wychodzi. Do czasu, kiedy już nie musiałem się pilnować, bo instynktownie siadałem do zrzucenia myśli o poranku.
W czym pisać?
Wbrew pozorom, to bardzo ważna decyzja. Musisz wybrać narzędzie takie, żeby:
- dawało Ci satysfakcję i sprawiało, że będziesz chciał usiąść do swojego daily,
- pozwalało Ci się czuć komfortowo, żebyś nie ograniczał się w tym, co piszesz,
- było łatwo dostępne, gdy będziesz potrzebował zrobić zrzut pamięci krótkotrwałej.
Możne to być na przykład:
- notatnik i pióro,
- plik w ulubionym edytorze tekstu na Twoim komputerze lub telefonie,
- dyktafon,
albo co jeszcze Ci przyjdzie do głowy. Każda z tych metod ma swoje zalety i wady. Pisanie odręczne ma dodatkowe zalety dla mózgu, ale nie ma żadnych zabezpieczeń – jeśli ktoś przechwyci Twój notes, będzie mógł wszystko przeczytać. Plik jest pod tym względem bezpieczniejszy (przy zachowaniu elementarnej higieny cyfrowej), ale nie zawsze możesz mieć pod ręką komputer… albo po prostu możesz mieć dość elektroniki. Telefon wygląda na dobry pomysł, bo jest łatwo dostępny, ale ja na przykład nie lubię pisać na klawiaturze ekranowej. Dyktafon… jeśli lubisz mówić, może być dobrym wyborem, ale wtedy będzie słychać, co zrzucasz.
Jedyne, co zdecydowanie bym Ci odradzał, to wszelkie usługi internetowe (czyli sławna chmura), o ile nie masz pewności, że Twoje dane nie są wykorzystywane przez dostawcę (co zwykle jest równoznaczne z tym, że musisz mu coś zapłacić). Darmowe narzędzia sieciowe raczej odpadają, bo mogą rozrzucać Twoje dane na lewo i prawo.
Jak zwykle, zachęcam do testowania. W ten sposób będziesz mógł wybrać najlepsze medium dla siebie.
Gdy już masz miejsce i nośnik, potrzebna jest Ci jeszcze tylko
Złota zasada
która brzmi bardzo prostu:
spisujesz wszystko, co w czasie daily przyjdzie Ci do głowy.
Bez filtrowania, bez myślenia czy to ładnie napisałeś, bez myślenia o gramatyce, interpunkcji i ortografii. Myślisz szybko, więc musisz szybko przelać rzeczy z głowy na zewnątrz, żeby nie zajmowały tam miejsca.
To wszystkie podstawy, które musisz znać. Ale jeśli chcesz zacząć i masz wątpliwości, zostawię Ci jeszcze
Garść przemyśleń
Daily ma być nawykiem i narzędziem, a nie celem. Moją ideą jest robienie takiego daily codziennie. Jeśli Ty potrzebujesz rzadziej albo częściej – śmiało. Nic się też nie stanie, jeśli czasem pominę dzień albo dwa. Nie zawsze przecież muszę mieć kłębowisko w głowie albo czas i siłę, żeby je spisywać.
Chodzi o pisanie, a nie analizowanie tego. Daily ma służyć jako zrzut myśli z pamięci krótkotrwałej na nośnik. Dlatego siadam, piszę raz i zostawiam. Nie poprawiam, nie oceniam, jak wyszło, nie analizuję co napisałem ani co to może znaczyć. Szczerze, to chyba nigdy nawet nie czytałem tego, co napisałem wcześniej (tak, jeśli piszesz na komputerze, nie musisz nawet zapisywać pliku, a zapisaną kartkę możesz od razu wyrzucić!) Zrzucam dane i zamykam sprawę.
Nie mam żadnego ciśnienia na to, ile napiszę. Czasami napiszę stronę, czasami jedno zdanie. Obydwie sytuacje są OK.
Możesz startować
Chyba powiedziałem Ci już wszystko, co musisz wiedzieć na początek. Jeśli pomysł Ci się spodobał, zachęcam do przetestowania. Możesz też podzielić się swoimi wrażeniami i pomysłami na ulepszenie praktyki w komentarzu.
A jeśli pomysł Ci się spodobał i chcesz przeczytać, co jeszcze mogę zaproponować, zapisz się na newsletter:
